Zlotoryja_mWydawca albumu:  Złotoryja 800 lat miasta 1211-2011 - pan Franciszek Grzywacz przesłał do naszej redakcji list w odpowiedzi na zamieszczoną na stronach internetowych recenzję. Poniżej zamieszczamy go w całości.

Redaktor naczelny Echa Złotoryi

Szanowny Panie Pawłowski!

Dziękuję, za tak wnikliwe spojrzenie na moją najnowszą pozycję albumową „Złote miasto ZŁOTORYJA”, jakie zamieścił Pan na stronach internetowych Echa Złotoryi. Jestem ogromnie rad, że album doczekał się druku, chociaż praca nad nim trwała wiele lat. Jest Pan zapewne rzadkim gościem na imprezach swojego miasta, bo poznałby Pan z jak różnych lat pochodzą zdjęcia. Szkoda, że tak zasłużone Towarzystwo Miłośników Ziemi Złotoryjskiej doczekało się dziennikarza, który w żywe oczy kłamie swoim czytelnikom. Bo jak skomentować Pana stwierdzenie „zdjęcia wykonane zostały jednego słonecznego dnia”, skoro przedstawiają miasto od wczesnej wiosny, przez lato, do jesieni i zimy. Jak odnieść się do stwierdzenia, że dobór fotografii odbył się „pospiesznie na przysłowiowym kolanie”, skoro dotarcie do wnętrz wszystkich prezentowanych obiektów musi zająć wiele tygodni i oczekiwań na właściwe warunki.

Tak jestem „sprawcą” jak Pan to pięknie nazwał wszystkich fotografii, oprócz tych dwóch podpisanych osobno. Znam fotografię Bujaka i wielu innych artystów po mojej warszawskiej wyższej szkole fotografii. Ja nie epatuję odbiorcy przesadnymi głębokimi cieniami i kontrastami, blikami i innymi efekciarskimi trickami. Robię taką fotografię, która podoba się wszystkim odbiorcom i jest lekkim znakomitym komunikatem i informacją. Nie będę oceniał Pana umiejętności fotografowania po jednej znanej mi fotografii okładkowej w Echu Złotoryi 2(51), ale jak ktoś kiedyś zaryzykuje pieniądze i wyda Panu album, chętnie się temu przyjrzę.

Jest to mój 11 album i wszystkie dotychczasowe mają szybkie wznowienia, czego i albumowi Złotoryja życzę. Jestem wdzięczny wszystkim za pomoc w realizacji tej pracy, bo w tak niewielkim mieście liczy się każda podpowiedź, każda cenna uwaga.

Życzę mieszkańcom Złotoryi rzetelnych dziennikarzy, a nie kłamliwych silących się na efekciarskie nic nie znaczące sformułowania. Zasłużyliście na to.

Liczę na opublikowanie mojego listu w tym samym miejscu, czyli w wydaniu internetowym Echa Złotoryi.

Franciszek Grzywacz Legnica 16 marca 2010

 

Do wiadomości

Roman Gorzkowski – autor tekstu do albumu Złotoryja

Prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Złotoryjskiej

Urząd Miasta Złotoryja

Odpowiedzi: 5 do wpisu “Album o Złotoryi – list autora”

  1. IP pisze:

    Zastanawia mnie, jak można nazwać opinię kłamliwą? Autorze – więcej pokory. Nawet największemu autorytetowi może przydarzyć się fuszerka, czego, oczywiście, w dalszej Pana pracy twórczej nie życzę. Z litości dla odbiorców :)

  2. Andrzej pisze:

    Szanowny Panie Franciszku,
    nie miałem okazji zobaczyć Pana publikacji, ale czytając recenzję widzę, że jest to bardzo wartościowe dzieło.

    „Ciekaw jestem, kto wyłożył pieniądze na wydanie tej książki, i to niemałe.” „… przedsięwzięcie tego typu idzie w grube dziesiątki tysięcy złotych.”
    Proszę zwrócić uwagę jak wiele miejsca poświęca autor recenzji sprawie pieniędzy – interesuje go kto i ile zainwestował, a nie czy publikacja wypełnia lukę na lokalnym rynku, wzbogaca informację o mieście, zachęca do odwiedzenia miasta.

    Dżentelmeni nie mówią o pieniądzach, oni je mają, a jak ktoś jest malutki to zagląda do cudzego portfela. Zamiast się cieszyć, że nie wyciąga Pan ręki do kasy miasta, to recenzent wytyka Panu, że niewłaściwie Pan inwestuje swoje czy sponsora pieniądze.

    Lepiej niech recenzent zajmie się wydawaniem swoich pieniędzy – jeśli je ma.
    Odnoszę wrażenie, że autora recenzji – jak to jest w każdej małej mieścinie – najbardziej boli, że to nie on jest autorem tej publikacji.
    Doskonale wie co i jak zrobić, wie jak i kiedy zrobić zdjęcia, wie jak je obrabiać, jak je dobierać do albumu – alfa i omega w tych sprawach – problem w tym, że tego nie robi i nie ma widoków, żeby ktoś był chętny na wydanie jego „doskonałego” wyimaginowanego dzieła.

    „albumy wydane przez inne miasta” – to jest myślenie recenzenta. To tylko wielkie pieniądze wyciągnięte z kasy miasta dają pozytywne efekty. Jeśli ktoś chce zrobić coś na rzecz miasta bez wyciągania ręki po pieniądze z kasy miasta to nie może zrobić niczego dobrego.
    Już widzę pana Roberta z wyciągniętą ręką po pieniądze z kasy miasta. Dajcie mi pieniądze i to duże pieniądze, a pokażę wam ile potrafię z tego ukręcić dla siebie.

    Podobny problem mam we Lwówku Śląskim czy Lubomierzu. Moje publikacje są BE, bo nikt przy nich nie ukręci lodów, nikt nie może sobie dopisać zasług – i z Pana publikacją jest podobnie.
    Zwykle słyszę, że takie publikacje może zrobić każdy – może, ale nie robi.

    Zapewniam Pana, że jest miejsce na takie publikacje, nigdy ich zbyt wiele, i jest potrzeba prezentowania w każdej postaci informacji dotyczących tych uroczych miasteczek Dolnego Śląska. Przez ostatnie 60 lat tyle atrakcji turystycznych zostało zniszczonych, że warto zachować dla potomnych stan dzisiejszy tej ziemi. Nawet te zdjęcia nie najwyższej jakości to już czas miniony i niestety nie da się ich powtórzyć.
    Nawet dzisiaj to już jest wczoraj, tyle, że jutro.
    I każda fotografia to dokument czasu minionego bez względu na jej jakość.

    I na koniec, będę cierpliwie czekał, aż ukaże się publikacja na najwyższym poziomie edytorskim wydana przez autora recenzji, wielkiego znawcę cyklu wydawniczego, i na jego rachunek.
    Chętnie poddam ją druzgocącej krytyce.

    Panie Franciszku, pozdrawiam i życzę wielkich sukcesów finansowych, bo te jak Pan widzi najbardziej bolą wszystkich krytyków
    Andrzej Bossowski

  3. IP pisze:

    Panie Andrzeju, pisząc te słowa: „Już widzę pana Roberta z wyciągniętą ręką po pieniądze z kasy miasta. Dajcie mi pieniądze i to duże pieniądze, a pokażę wam ile potrafię z tego ukręcić dla siebie” pod adresem autora recenzji wykazuje się totalną ignorancją i brakiem obiektywizmu. Akurat jest to jedna z niewielu osób, która nie wyciaga ręki po kasę miejską a niejednokrotnie dokłada z własnej kieszeni redagując Echo lub prowadząc ZKF. Ale skąd Pan może o tym wiedzieć? Podobnie jak o poziomie albumu, o którym mowa, skoro, jak sam twierdzi, nie miał okazji zobaczyć. Zanim Pan coś napisze, niech lepiej zapozna się z faktami.

  4. RP pisze:

    W związku z tym, że korespondencję z autorem listu oraz autorem wpisu przeniosłem na poziom prywatny – powstrzymam się od komentarzy w tym miejscu.

    Robert Pawłowski

  5. ktos pisze:

    Polecam przeczytać recenzję jeszcze raz bez żadnego pośpiechu i przede wszystkim na spokojnie. Krytyka zawsze boli każdego, ale trzeba ją przyjmować bez obrażania jej autorów. Ma ona na celu wskazanie autorom niedociągnięć, aby mogli się ich wyzbyć w przyszłości. Widać tutaj, ze autor artykułu ukazuje też zalety tego album. Jest to jego opinia, do której ma prawo i nie padają tu żadne kłamliwe stwierdzenia, które w tym liście są zacytowane niedokładnie z lekką zmianą znaczenia. Dlatego nazywanie autora kłamcą jest nie na miejscu i obraża to dziennikarza, który dzieli się z nami swoją opinią. Zresztą nazwanie kogoś kłamcą to już nie jest opinia. Album wywołuje emocje, ponieważ jest to nieliczna publikacja o Złotoryi, stąd ludzie chcą mieć w rękach coś idealnego.