Emocje związane z I Biegiem Wygasłych Wulkanów powoli opadają, ale w Internecie nadal widać echa tego wydarzenia. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to wielka życzliwość, z jaką odnieśli się uczestnicy Biegu do organizacji całej imprezy. Rzadkość to, wszak malkontentów w naszej ojczyźnie nie brakuje. Z drugiej jednak strony, ktoś, kto udaje się na drugi koniec Polski, by potaplać się w błocie, zedrzeć kolana, tudzież nabić sobie kilka siniaków, nie powinien być skory do narzekania.
Właśnie ukazał się lipcowo-sierpniowy, wakacyjny numer Echa ZŁotoryi. Dobra wiadomość jest taka, że tym razem miesięcznik ma 24 strony, a do każdego egzemplarza dołączone jest zdjęcie pocztówkowe wykonane przez członków Złotoryjskiego Klubu Fotograficznego. Trochę gorsza wiadomość – kosztuje 3,00 zł.
Od kilku miesięcy czytelnicy alarmują naszą redakcję o niepokojącym zjawisku na ulicy Grunwaldzkiej. Tuż przy drodze naprzeciwko stolarni piętrzą się wysokie hałdy gruzu i śmieci na dość rozległym terenie. Wygląda to tak, jakby ktoś urządził w tym miejscu wysypisko śmieci. Na sąsiedniej działce siedzibę ma budowlana hurtownia Janpol, zatem może narzucać się podejrzenie, że to ich sprawka. Pojechaliśmy do tej firmy. Czytaj dalszą część wpisu »
Oprócz wielu osiągnięć mieszkańców Złotoryi jest także historia haniebna, którą miasto nie może się pochwalić i o której wielu chciałoby z pewnością zapomnieć.
Minęło już ponad półtora roku jak na łamach Echa Złotoryi (listopad 2008) spytaliśmy, co się stało z kolekcją monet, przekazanych miastu przez Leopolda Schmetterlinga. Jeszcze do połowy 2008r. byliśmy przekonani, że wciąż czeka ona na inwentaryzację. W tej sprawie nie doczekaliśmy się żadnego odzewu, którego zresztą, prawdę mówiąc, się nie spodziewaliśmy.
Już w najbliższy poniedziałek – po południu – w sprzedaży znajdzie się najnowszy numer „Echa Złotoryi”. Jak zwykle staramy się przedstawić naszym Czytelnikom otaczający nas świat z perspektywy, której zwykle nie używamy na co dzień.
Spędziłam dwa upalne dni wśród sokolników, ucząc się czeskiego i zgłębiając tajniki polowania z sokołami. Do tej pory ten gatunek ptaka kojarzył mi się jedynie z nowelą Boccaccia, w której to poczciwy drapieżnik zostaje ugotowany na obiad dla ukochanej Mony Giovanny. Te sokoły, które widziałam, raczej na strawę się nie nadawały. Były zbyt piękne i dostojne.
Jak rycerze grają w piłkę? Na pewno szybko i brutalnie. Biorą klocek drewniany (na oko 30 – 40 centymetrów długości i parę kilogramów wagi), typują dwie drużyny po 5 najbardziej bojowych wojów różnej płci, ustalają gdzie są bramki a potem…a potem to strach stać w pobliżu. Jeden rzuca piłką/klockiem, reszta próbuje przechwycić to, co leci. Ci, co nie mają wyćwiczonego refleksu, tamują krew z nosa lub łuku brwiowego. Amatorzy ryzykownych zagrań leżą na trawie, kuląc się z bólu zwichniętego kolana. Dla postronnego gapia wygląda to jak skrzyżowanie piłki ręcznej z rugby i wolną amerykanką. Czytaj dalszą część wpisu »
Czy echa przesiedleń brzmią tam po dziś dzień? Czy różnorodność kulturowa odzwierciedla się w codziennym życiu? I wreszcie, czy uda się natrafić na ślad tego szlachetnego kruszcu, z którego słynie Złotoryja? Czyli rzecz o badaniu historii regionu przez przyszłych kulturoznawców rodem z Akademii Górniczo – Hutniczej w dniach 6-13 września 2009 r.




Najnowsze komentarze