OLYMPUS DIGITAL CAMERALubiechowa, malowniczo położona wieś w Górach Kaczawskich, może pochwalić się nie byle jakim pałacem. Wybudowany w XVIII wieku, był rezydencją Kaspara von Zedlitza, właściciela wsi. Przez krótki czas należał do Adama Czartoryskiego, ale jego gospodarowanie w Lubiechowej nie trwało zbyt długo, bo zaledwie cztery lata.

Po wojnie obiekt przeszedł w zarząd PKP i w jego zabytkowych wnętrzach urządzono ośrodek wczasowo- kolonijny. W 1962r. gruntownie go przebudowano. Z relacji świadków, którzy byli w budynku przed remontem i po nim, wynika, że zabytek został rozkradziony i co cenniejsze rzeczy zdemontowano lub zniszczono bezpowrotnie. Na przykład drewniane podłogi zamieniono w betonowe posadzki, a na ścianach położono zupełnie nieprzystającą do stylistyki wnętrza glazurę. Później przez ponad 20 lat budynek nie był użytkowany i proceder grabieży przybierał na sile, co spowodowało znaczne pogorszenie stanu obiektu, a śmiało można powiedzieć, doprowadzenie go do ruiny. Kolejny właściciel obiektu – Starostwo Powiatowe w Złotoryi- próbowało budynek sprzedać dwukrotnie, zaczynając od kwoty 2 mln złotych. Niestety, bez skutku. Dopiero w trzeciej próbie i zejściu do kwoty 500 tys. zł pałac kupił Józef Żałobniak, rolnik z pobliskiego Sokołowca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do transakcji doszło na początku 2013 roku i od tamtej pory pałac odzyskuje swój wygląd z lat świetności. Jak to się odbywa, opowiada właściciel pałacu.

Paweł Zabłotny: W jakim stanie kupił Pan ten pałac?

Józef Żałobniak: Budynek był w strasznym stanie, groził zawaleniem. Do katastrofy budowlanej dużo nie brakowało, wszystko się waliło. Na dachu rosły drzewka, do wewnątrz lała się woda, stropy wisiały w powietrzu. Strach było wejść do środka.

Dlaczego zdecydował się Pan na kupno takiej ruiny?

Było mi szkoda budynku. Nie chciałem, żeby dalej popadał w niebyt. Ilekroć przejeżdżałem obok niego, robiło mi się szkoda, że taki zabytkowy obiekt niszczeje.

Co się zmieniło od tego czasu, kiedy Pan stał się właścicielem pałacu?

Po zakupie pałacu, w styczniu ubiegłego roku, przystąpiłem od razu do robienia projektów i załatwiania zezwoleń. Prace budowlane rozpoczęły się w maju, gdy miałem już wszystkie zezwolenia. Zacząłem od najważniejszej sprawy, jaką był dach. Została zerwana papa, wymienione murłaty i krokwie, nabite nowe łaty i położona dachówka. W kolejnym etapie przystąpiłem do wymiany i naprawy stropów oraz sprzątania budynku i jego obejścia. W efekcie tych prac wywiozłem całą masę gruzu.

_MG_7626

Ile do tej pory kosztował Pana remont i na jakiej kwocie może się skończyć?

Do tej pory wydałem ponad milion złotych, a do zakończenia budowy myślę, że potrzeba około pięciu milionów. Do tego dojdzie zagospodarowanie parku, czyli pewnie milion więcej. Wszystko jednak jest zależne od tego, jakie materiały zostaną użyte podczas remontu. Nie będę ukrywał, że wolę stosować lepsze materiały, a co za tym idzie – bardziej kosztowne.

Korzystał Pan z finansowej pomocy państwa? Dostał Pan jakieś dotacje?

Nie uzyskałem żadnego wsparcia finansowego ani od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ani od Marszałka Województwa Dolnośląskiego, do których składałem wnioski o dotacje. Zupełny brak odzewu. A to naprawdę jest dużym utrudnieniem przy tak kosztownej inwestycji i obwarowanej wieloma przepisami, związanymi z nadzorem konserwatorskim.

Często Pan gości konserwatora w swoim pałacu?

Konserwator pojawia się raz w miesiącu i dąży do tego, by pałac przypominał ten sprzed wojny, tak jak wygląda na starych rycinach i fotografiach. Pójście na jakiekolwiek ustępstwa raczej nie wchodzi w grę. Chciałem zamontować okna w dachu, żeby doświetlić pomieszczenia. Konserwator zgodził się tylko na świetliki w części dachu. Ogólnie współpraca z nowym konserwatorem przebiega pomyślnie i nie ma problemu z komunikatywnością i uzgodnieniami co do realizacji projektu.

7637-7649

Widzę, że ma Pan ogromną powierzchnię do zagospodarowania. Jakie będzie przeznaczenie tego pałacu?

Tak, mam tutaj 1600 m kwadratowych. A co do przeznaczenia obiektu, to na razie nie mogę powiedzieć. Obecnie tylko remontuję i dzielę pomieszczenia. Zbiłem tynki i osuszam budynek, a co będzie – czas pokaże.

Pałac ma piękny strych. Aż  kusi, by tu też coś interesującego urządzić.

Tak, bardzo piękny i obszerny. Poszło na niego 100 kubików drewna i jak na razie nie ma planów na strych. Jest to zbyt ciemne pomieszczenie, a konserwator zabytków zabrania wstawienia okien w tej części dachu. Szkoda by było zostawić tę część pałacu bezużyteczną.

Tak stary pałac pewnie kryje jakieś tajemnice. Znalazł Pan jakieś skarby podczas remontu ?

A skąd, może ci, co rujnowali pałac, znaleźli coś. Zanim trafił w moje ręce, był pewnie nie raz dokładnie przeszukany i spenetrowany.

Kiedy patrzę na to wszystko, zastanawiam się, jak dużo czasu jeszcze zajmie Panu doprowadzenie budowli do stanu , jaki widać na projekcie?

W dużym stopniu jest to zależne od tego, czy uzyskam pomoc od państwa. Nie chcę, remontując pałac, wydawać wszystkich pieniędzy, jakimi dysponuję, ponieważ żyję z rolnictwa, a to jest produkcja pod chmurką i różnie może być. Mogą przyjść trudne czasy, nieurodzaj – a wtedy rezerwa finansowa jest konieczna. Na razie chcę podkopać piwnice, prace ruszą już niebawem, jak tylko uporam się w polu, bo takie prace mogę wykonać ze swoimi pracownikami. Pogłębienie piwnic pozwoli mi uzyskać wysokość, jaka jest wymagana do swobodnego chodzenia. Muszę też zrobić drenaż. W planach mam tu zaplecze gastronomiczne obiektu oraz kawiarnię. Myślę też o basenie i windzie na piętra.

Robert Pawlowski (10)

Na pewno ogrzanie takiej przestrzeni będzie bardzo kosztowne. Jaką technologię chce Pan zastosować?

Chcę zamontować tradycyjne grzejniki, a kotłownia budynku będzie się znajdować poza obiektem pałacowym. Myślę o zastosowanie pompy ciepła, jeżeli będzie taka możliwość. Gdyby jednak nie wyszło, biorę pod uwagę montaż pieca opalanego słomą, której mam pod dostatkiem z racji prowadzonego gospodarstwa rolnego .

Po co rolnikowi pałac? Mało ma Pan pracy w polu?

Jedno drugiemu nie przeszkadza. Choć mam co robić przy 300 h gruntów położonych od Sokołowca po samą Lubiechową.

Jako dobry gospodarz oczyścił Pan nawet basen po drugiej stronie drogi.

Tak, niedawno zakupiłem tę działkę od PKP i przystąpiłem do usuwania drzew, które niszczyły mury oczka oraz wyczyściłem zbiornik. Konserwator zabytków namawia mnie do połączenia tego w całość z pałacem, jak było przed wojną, ale jest to zbyt duży koszt przeniesienia drogi poza obręb pałacu. Wiąże się to z wykupieniem gruntów za murami pałacowymi pod budowę nowej drogi, ale nie jest wykluczone, że tak się kiedyś stanie.

Kolejnym etapem remontu będzie wstawienie okien i wykonanie elewacji. Liczył już Pan, ile tych okien jest?

110. Koszt ich waha się od 400 tys. do 500 tys. zł w zależności od modelu. Co do elewacji, to jest spory problem, bo trzeba odtworzyć zabytkowe gzymsy i parapety z piaskowca, które zostały zniszczone podczas poprzedniego remontu .

Za pałacem jest czterohektarowy przepiękny ogród z zabytkowym drzewostanem (dębami szypułkowymi), jakie są plany wobec ogrodu?

W ogrodzie chcę odtworzyć oczka kaskadowe, ale na to wszystko trzeba mieć zezwolenia wodno-prawne i kolejne projekty. Ale jak trzeba, to trzeba, zrobi się .W planach są mostki, ścieżki granitowe, altany i inne tego typu obiekty. Oczywiście cały park trzeba ogrodzić i doprowadzić ogród do stanu sprzed dewastacji. Tej zimy park został wyczyszczony z krzaków i samosiejek, dzięki czemu co nieco można zobaczyć, ale do zakończenia jeszcze sporo pracy i wydanych pieniędzy.

 

Nowy właściciel Pałacu w Lubiechowej jest pełen optymizmu i święcie przekonany, że za parę lat budynek odzyska swój blask z dawnych czasów, a my możemy trzymać kciuki za jego zapał i wolę walki z przeciwnościami losu, jakie napotyka Józef Żałobniak w trakcie remontu. Oby takich zapaleńców i optymistów było więcej w naszym regionie, bo czego jak czego, ale ruin pałaców, zamków i innych historycznych obiektów nam nie brakuje.

DSC_0001B

Warto dodać, że dawny pałac i przylegający do niego folwark były dużo większe. W skład kompleksu wchodziło jeszcze kilka budynków, a wszystko było opasane murem. Były to budynki gospodarcze, kościół ewangelicki i obiekty mieszkalne. Spora część uległa zniszczeniu i szpeci swym wizerunkiem. W miarę dobry stan techniczny zachował pobliski budyneczek, w którym znajdowała się jeszcze do niedawna leśniczówka z charakterystycznymi wykuszami. Jest też spory obiekt mieszkalny, który na zewnątrz przypomina stodołę i mało komu przyszłoby do głowy, że w środku kryje się dawny kościół ewangelicki. Obecnie budynkiem zarządza Urząd Gminy w Świerzawie i dzierżawi go mieszkańcom. Pomieszczenie byłego kościoła jest w złym stanie technicznym i wymaga zabezpieczeń oraz szybkiej naprawy. W przyzwoitym stanie jest sklepienie, które swym kolorem przypomina niebo. Są również drewniane filary i piętrowe empory, ich stan jest zdecydowanie gorszy. Obecnie pomieszczenie służy za garaż, co nie powinno mieć miejsca. Miejmy nadzieję, że służby odpowiedzialne za dozór i stan budynku zrobią coś z tym stanem rzeczy.

Paweł Zabłotny 

Tagi: , ,

Komentowanie wyłączone.